Mistrzostwa Świata Finn Masters w Toskanii

Gdy wyjedzie się z Gliwic bardzo wcześnie, można w 16-17 godzin dotrzeć do Punta Ala, do zatoki w okolicy Elby. Będąc w tak znanym i uroczym miejscu Europy, koniecznie trzeba część „treningowego i regatowego czasu” poświęcić na zwiedzanie. W katalogu koniecznych odwiedzin są oczywiście Florencja, Siena, Piza, wyspa Elba, może San Gimignano, Asyż, Carrara. Na poważniejsze zwiedzanie trzeba by wyjechać tylko w tym celu, a ja przecież powinienem się też przygotować do ścigania się. Tydzień przed regatami przeznaczyłem więc na treningi, ale w większej części na wycieczki – do Florencji, Sieny, na Elbę, a także na zwiedzanie okolicy na rowerze. Trochę pływałem, sprawdzając łódkę i wiatry w zatoce. Ciekawy jestem swojej formy regatowej. Mój plan na Mistrzostwa to być trochę lepszym niż w ubiegłym roku, może w 1/3-ciej. Regaty w przyszłym tygodniu – zobaczymy.

Życie zwykle ustawi cię na przynależnym ci miejscu

Ponad 300 zawodników podzielonych jest na 4 grupy. Dziś odbyły się pierwsze dwa wyścigi Mistrzostw. W pierwszym wystartowałem z niewłaściwego końca linii startowej i cały wyścig odrabiałem straty, by ostatecznie wylądować w 3-ciej dziesiątce. W drugim starcie wyszedłem „z pinu” tuż przy Czechu Maierze, na 3-4 pozycji i na pierwszym znaku byłem w 1-szej dziesiątce, w towarzystwie świetnych żeglarzy. Ci precyzyjnie, ciasno wpływali na znak, podczas, gdy mnie zabrakło ich wyszkolenia. Musiałem zrobić 2 karne kółka i w efekcie znalazłem się w swojej starej grupie, znów w 3-ciej dziesiątce. Do pływania (działania) z najlepszymi, trzeba być na ich poziomie. Myślę, że to sprawiedliwa życiowa reguła.

Kolejne dni ścigania

Wiatr mnie nie raz zaskoczył. Gdy wychodziliśmy nie wiało prawie wcale i sądziłem, ze prognoza, która mówiła o wietrze do 10 węzłów nie sprawdzi się. Tymczasem jak tylko wypływaliśmy przywiało stabilne 4 B i znów musiałem walczyć na lekko-wiatrowym żaglu. W drugim wyścigu starałem się płynąć na świeżym, niezakłóconym wietrze i halsować, nawet za niewielkimi zmianami. Kosztowało mnie to wiele fizycznego wysiłku, ale opłaciło się – byłem 17-ty. W przyszłym sezonie postaram się kupić żagiel średnie wiatry.

W środę rano było coroczne spotkanie Światowej Floty Mastersów. Dyskutowano nad sposobem przeprowadzania wyścigów na kolejnych mistrzostwach, prezentowano kandydatury organizatorów przyszłych imprez. Było nam miło, gdy dzięki naszej promocji, Prezydent Fons van Gent przedstawił Polskę, jako prawdopodobną kandydaturę rozgrywania Mistrzostw Świata w 2014 roku. Wyścig ukończyłem około 25 miejsca.

W czwartek – słaby wiatr i tylko 1 wyścig. Słabo pływałem na halsówkach, przy czym na ostatniej nie wziąłem pod uwagę prognozy skręcania wiatru i dlatego musiałem halsować, halsować i halsować. Nadrabiałem na kursach z wiatrem, po lekcjach wziętych w Pucku u Rafała Szukiela. Niestety, nie najlepsza Komisja Mety, rozstawiła „finisz line” na szerokość ok. 100 m i trudno im było wyłapać kolejność. Mnie, dopiero po zgłoszeniu zastrzeżeń, zakwalifikowali 7 miejsc później niż przypłynąłem – trudno. Ostatniego dnia przesunąłem trochę maszt do tyłu i od razu lepiej mi się pływało przy wietrze tradycyjnie ok. 4 B – zająłem 12 miejsce w wyścigu przedostatnim, a w ostatnim, wyczerpany, ledwo dopłynąłem na 24 -tym, tym bardziej, że przy fladze „O” należało w obu wyścigach ostro pompować. Całe regaty zakończyłem na 87 miejscu, czyli plan 1/3 wykonałem, a w grupie jestem ok. 30 miejsca. Z wyniku jestem bardzo zadowolony, tym bardziej, że od kilku kolegów, świetnych żeglarzy, zebrałem gratulacje. Następne Mistrzostwa w Walii – dla tych, którzy pojadą, to będzie większa wyprawa. Na Dzierżnie planuję kilka wywrotek, by porządnie wypłukać z soli łódkę. Do zobaczenia, Bogusław Finn POL26

wyniki: http://www.finnworldmaster.com/2011/2011-results.htm