Relacja z marcowych regat w Grecji

Wybraliśmy z Joanną podróż przez Serbię i Macedonię.

Przygotowując się do wyjazdu, zgodnie z chińskim przysłowiem „wybierasz się na skróty – weź 3 razy więcej jedzenia”, przygotowaliśmy Euro w banknotach o małych nominałach, zapasy jedzenia i pewną ilość prezentów w różnej formie. Wszystko to okazało się niepotrzebne, bo przejechaliśmy w 2 dni bezproblemowo do Salonik, z noclegiem Serbii w motelu przy autostradzie (15 Euro/os). Kluczem okazało się bardzo dokładne przestrzeganie przepisów i ograniczeń szybkości tak, by przy znaku ograniczającym już jechać właściwie. Kontrolowała to dość duża ilość napotkanych policyjnych patroli. Jako ciekawostkę napotkaliśmy w Serbii znak drogowy informujący, że za 250 m będzie ograniczenie szybkości np. do 80 km/h. Najbardziej wnikliwym urzędnikiem okazał się jednak grecki celnik –  kontrolował, czy nasze psy, które mają Europejskie Psie Paszporty, są autentycznie zaczipowane europejskimi czipami. Dobre wspomnienia kulinarne, przy niskich kosztach, mamy z Macedonii.

Dni przed regatami dzielę między treningi i zwiedzanie.

Regaty dopiero w czwartek, więc na razie trochę pływam, a  trochę poświęcamy z Joanną czas na wycieczki i spacery z psami. Wiatry są bardzo zmienne, od całkowitego zera, do dobrej 5 B, która zaczęła się na krótko we wtorek od godz. 15-tej. Gdy chlustnęło falą, poczułem, że pomimo bardzo wiosennej temperatury powietrza (19 C) woda już nie jest taka ciepła. Nie pływam zbyt dużo z powodu słabego wiatru, więc poświęcamy się zwiedzaniu. Saloniki są mało przyjazne dla turystów. Pomimo, że Grecja jest krajem unijnym, wszystkie napisy są w alfabecie greckim. Wjeżdżając do Salonik nie należy spodziewać się drogowskazów. Nazwy ulic pojawiają się z rzadka na maciupeńkich tablicach, nie do rozszyfrowania w czasie jazdy. Po 2 dniach pobytu nie udało nam się odszukać informacji turystycznej. Nie sposób znaleźć miejsce do parkowania. Mieszkając w hotelu w centrum miasta, parkujemy wykupując abonament (90 Euro/8 dni) w piwnicy jednego z wieżowców, zamienionej na komercyjny parking. Ruch uliczny jest bardzo natężony, a jego uczestnicy muszą być bardzo czujni. Piesi wymuszają pierwszeństwo na pojazdach, a pojazdy na pieszych, więc trwa walka o przetrwanie. Grecy są bardzo otwartym narodem i często zagadują z uśmiechem. Mimo wielowiekowych wpływów kultury tureckiej, nie spotykamy muzułmanek w chustach – jedyne, które udało nam się spotkać mówiły po niemiecku.

Pierwszy dzień regat miał być trochę wietrzny.

Podobnie jak część zawodników założyłem więc ciężki żagiel. Komisja regatowa wyznaczyła trasę, 2 śledzie z metą z wiatrem, w zatoce u nasady półwyspu Chakidiki. Startowaliśmy z klasą 470. Przy wietrze 1-3 B Komisja niespiesznie wypuściła 1 wyścig. Zająłem w nim nieoczekiwanie dla siebie 9 miejsce. Byłem zadowolony, tym bardziej, że dla Greków regaty te, wraz z następnymi w Atenach, są głównymi eliminacjami do kadry narodowej. Jakie było moje zdziwienie i satysfakcja, że w kolejnym wyścigu, po pierwszym okrążeniu byłem 6-ty. Niestety tuż po minięciu dolnej boi wyścig przerwano, podobno z powodu zbyt słabego wiatru. Poźniej było już tylko czekanie w dość przenikliwym zimnie, a wiatr kręcił się jak w przerębli. Jak słyszałem, takie warunki tutaj to reguła. Cóż, muszę równie aktywnie poszukiwać szans w kolejnych dniach.

Kolejny dzień to oczekiwanie na wiatr, który wieczorem wszystkich nas zmęczył.

Wypłynęliśmy z portu dopiero o 14-tej przy słabym wietrze. Założyłem lekki żagiel. Tradycyjnie Komisja miała problemy z kręcącym się wkoło wiatrem. Około 16-tej, przy kolejnej zmianie kierunku wiatru, zauważyłem, że jeden z Greków, z motorówki, zmienia żagiel. Wtedy zorientowałem się, że może nie być łatwo. Rozwiało się do dobrej 4-ki, do tego zaczęła narastać fala. Pierwszy wyścig zakończył się po 17-tej, a Komisja nie dając za wygraną, puściła kolejny. Całe szczęście, że zdecydowano się go skrócić, bo i tak w pełnych ciemnościach wpływaliśmy do portu. Wiatr, fala, no i nietrafiony żagiel – byłem kolejno 12-ty i 10-ty. A gdybym miał tylko 1 żagiel … , myślę, że byłbym co najmniej o 2 miejsca lepszy.

Trzeci dzień to znów czekanie na starty.

Tym razem z powodu zimna (ok. 6 C) i silnego wiatru, który jak zmierzono osiągał 37 węzłów, Komisja wywieszała flagi odroczenia. Ostatecznie pod koniec dnia rozegrano po 1 wyścigu w każdej klasie przy wietrze 6-7 B. Wystartowałem, walczyłem i wygrałem ze sobą – byłem 9-ty. Łódź kolejny raz się sprawdziła, choć warunki nie były łatwe. Jutro prognoza równie zimna, choć bez wiatru. Większość zawodników czeka na przejazd do Aten, bo tam temperatura przynajmniej o 4 C jest cieplejsza.

W ostatnim dniu regat przy przenikliwym zimnie i słabym wietrze rozegrano 1 wyścig i zakończono regaty. Ostatecznie zająłem 11 miejsce na 16 startujących i traktuję to jako dobry początek sezonu. Za kilka dni Ateny. Tam, jak sądzę, będzie trudniej.

Podróż z Salonik do Aten była zaskakująca.

Po 50 km autostrady rozpoczął się objazd dość dobrze oznaczony, jakkolwiek napisami w greckim alfabecie. Droga zaczęła prowadzić w górę, na poboczach pojawiało się coraz więcej śniegu z nocnego opadu, a temperatura spadła lekko poniżej zera. Stopniowo śniegu było coraz więcej, a w pewnym momencie zatrzymał nas patrol policji, by upewnić się, że mamy ze sobą łańcuchy na koła. Byliśmy też zabezpieczeni dodatkowo zimowymi oponami, których oczywiście w Grecji się w ogóle nie stosuje. Jechaliśmy drogą prowadzącą w najbliższej okolicy góry Olimp, w bardzo zimowej scenerii i warunkach, których wcale się nie spodziewaliśmy. Szosa była zasadniczo odśnieżona, ale wokół śniegu było na co najmniej 20 cm. Szczęśliwie wybraliśmy drogę nie najkrótszą, omijającą ruch ciężarówek i zahaczającą o Meteory. Mgła i deszcz w tym przepięknym miejscu wymusiły na naszej wyobraźni wrażenia, które normalnie turyści mogą podziwiać bez przeszkód. Po 11 godzinach jazdy i zwiedzania byliśmy w Atenach. Tymczasem ci, którzy z łódkami jechali „główną trasą”, tłukli się 10 godzin czekając w korkach blokowanych ślizgającymi się samochodami ciężarowymi. Trzeba tu wyjaśnić, że bez względu na znaki na mapie, aktualnie nie funkcjonuje połączenie autostradowe Saloniki – Ateny.

Pogoda następnego dnia zrobiła nam miłą niespodziankę 18 stopniową temperaturą i miłym słonecznym dniem. Krótko opływałem łódź w zatoce Sarońskiej, poszukując w wyobraźni i topografii miejsc, w których rozgrywała się bitwa pod Salaminą, pomiędzy Persami dowodzonymi przez Kserksesa i Grekami. Wieczorem pojechaliśmy z Joanną przepięknym nowoczesnym tramwajem na spacer pod Akropol.

Regaty Eurolymp w Atenach to dość ważna sportowo impreza.

Świadczy już o tym samo wpisowe (100 Euro), duża ilość startujących klas i międzynarodowe towarzystwo zawodników. Pierwszy dzień to 3 wyścigi przy bardzo wiosennej słonecznej pogodzie (18 C) oraz słabym i zmiennym wietrze 1-2 B. Czasem miałem trochę więcej szczęścia, a czasem mniej i zająłem dobre miejsca 8,11,16 na 17 startujących. Jestem więc 12-ty w bardzo dobrym towarzystwie. Musiałem sobie też poradzić z awarią wózka slipowego, którego laminatowe łoże wyłamało się, może pod wpływem jazdy, a może zbyt mocnego ściągnięcia pasami. Jutro rano naprawa ma się zakończyć, mam nadzieję skutecznie i na pewno trochę kosztownie. Za to Joanna miała troche mniej szczęścia – strajk zablokował ją w okolicy hotelu. Może i lepiej, bo nie wiadomo, czy mogłaby cokolwiek zwiedzać. Spędziła miły wiosenny dzień na spacerach z psami, pomiędzy zatoczkami z luksusowymi jachtami, a plażami na których koczują bezdomni.

Drugiego dnia, przy pięknej pogodzie, wiał wiatr ze zmienną siłą od 2 do 5 B.

Najpierw zmagaliśmy się z zamontowaniem naprawionego łoża na wózek. Później była zapłata, trochę dziwna – wywoławcza 100 Euro, po moim zdziwieniu zjechała do 50 i jak się okazało była to cena grzecznościowa. Na wodzie miałem ustabilizowaną pozycję, której utrzymanie przychodziło mi jednak z trudnością: 11,11,12. Pomógł mi dziś żagiel NS HV2C, który okazał się wspaniały na te warunki. Po drugim dniu jestem 11- ty, wspólnie z młodym Grekiem. Joannie udało się w końcu dotrzeć na Akropol. Późnym popołudniem, już razem, wypoczywając i spacerując po plaży, podziwialiśmy Greków, dość często „morsujących” w wodzie o temperaturze ok. 12 C. Nawiasem mówiąc, „morsowanie z konieczności”, przy wywrotce, zaliczyło w ostatnim biegu trzech moich rywali.

Słaby wiatr i słaby wynik.

Zagapiłem się i w jedynym dzisiejszym biegu byłem ostatni. Wynikowo spadłem o 1 miejsce. Jutro końcowy wyścig i ma silnie dmuchać od lądu.

Ostatni dzień nic nie zmienił w klasyfikacji i ostatecznie zająłem 12 miejsce.

Jestem zadowolony z wyjazdu, z pływania i startów. To były miłe 2 tygodnie spędzone w ciepłym przedwiośniu i w towarzystwie dobrych żeglarzy. Jutro powrót, który planujemy na 3 dni.

Po przyjeździe nad Dzierżno, by wjechać do hangaru, musieliśmy zacząć od odśnieżania.

Zadowoleni z wyjazdu – Bogusław z Joanną