Freya 2012 – relacja Krystiana

Chyba ciągle jeszcze nie wyszliśmy z zachwytu nad sukcesem Tomka Szewczyka i załogi Anna F. którzy powrócili z rejsu dookoła Ameryki Południowej. Żeby przyćmić nieco blask tego osiągnięcia postanowiłem stworzyć krótką relację z krótkiego rejsu po Bałtyku .
Wyruszyliśmy w sobotę 25-go sierpnia w 9 osób z Górek Zachodnich na wysłużonej ale dzielnej J-tce „Freya”. Naszym założeniem było dopłynąć do portu Visby co można uznać za ambitny cel dla tygodniowego rejsu. Neptun chyba lubi ambitne założenia, gdyż krótko po wyjściu z portu zesłał nam południowo-zachodni wiatr, więc szybko podążaliśmy baksztagiem ku Gotlandii. Nieustanny lekki rolling zaowocował kilkoma pawiami i wyborem „prezesa”.
zachod
Piękna pogoda serwowała nam takie widoki.
Szczęście opuściło nas w poniedziałek rano gdy byliśmy jakieś 30 mil od Visby. Wiatr zmienił kierunek na północny, a jego siła wzrosła do 7B. Krótka stroma 2 metrowa fala spowodowała, że przestaliśmy się posuwać na północ. Jeżeli taka sytuacja utrzyma się do wtorku to będziemy zmuszeni zawrócić do Polski nie zawijając do żadnego portu. Na szczęście po południu wiatr znacznie zelżał i morze się wypłaszczyło. Znowu płyniemy do celu. Około 23-ciej wchodzimy do Visby przy dużym bocznym rozkołysie prawie ocierając się obiema burtami o główki portu. Jak te promy tutaj wchodzą ??
No dobra, jesteśmy w porcie, ale gdzie jest ten basen jachtowy. Tomek nr 4 (mamy czterech Tomków na pokładzie) zauważa wejście „..obok białego jachtu motorowego”. Biały jacht okazuje się ogromnym promem, ale basen znaleźliśmy. Nareszcie stąpamy po niekołyszącym się lądzie.
postoj-w-visby
Odpoczynek w Visby.
Samo Visby jest typowym urokliwym skandynawskim miasteczkiem wartym odwiedzenia, które można zwiedzić w 2 godziny.
freya
Oto nasz dzielny jacht.
Około godziny 18tej następnego dnia wychodzimy znowu w morze. Jakie te wyjście z portu jest szerokie!! Zgadza się, ma około 130mszerokości. Wszyscy jesteśmy zgodni, że pewnie Szwedzi na noc zamykają port przesuwając falochron. Stąd te nasze trudności z wejściem poprzedniego dnia.
Niestety wiatr znowu wieje z kierunków południowych czyli „w mordę”. W tym tempie na pewno nie zdążymy oddać jachtu na czas w sobotę rano. Na szczęście mamy prognozy pogody z których wynika, że za dzień lub dwa wiatr powinien odchodzić. Ustawiamy się więc na prawym halsie.
Hurra, niemiecka pogoda się sprawdziła . Przekładamy się na lewy hals i wreszcie płyniemy w kierunku Zatoki Gdańskiej. Jeszcze tylko doba żeglowania i wchodzimy do Helu. Niezgodność rzeczywistych świateł nawigacyjnych z tymi na mapie wprowadza pewną nerwowość przy wejściu, ale udało nam się nie wpaść na mieliznę przy prawej stronie podejścia.
Nareszcie czas na prysznic, świeże bułeczki i piwo. Jeszcze tylko przeskok przez zatokę i będziemy w Górkach. Po drodze mijamy ogromny katamaran Gemini 3. Wspaniale się prezentuje w tym silnym wietrze. My też nie musimy wstydzić się szybkości, która w podmuchach osiąga 7 węzłów.
W czasie tego krótkiego, tygodniowego rejsu przepłynęliśmy 485 mil w 108.5 godziny. Daje to średnią prędkość 4.47 węzła. Nieźle jak na starą Jotkę. Proszę, przy okazji utarliśmy nosa Romanowi Paszke.
zaloga
Dzielna załoga już po rejsie.
Znowu zmieniliśmy się w szczury lądowe, ale nie przestajemy myśleć o morzu. Już zaczęliśmy marzyć o kolejnym rejsie. Gdzie w przyszłym roku ? Może do Helsinek, a może nawet do Sankt Petersburga.

krystian